środa, 27 stycznia 2010

Do zobaczenia Polsko!!!

Na kilka godzin przed odlotem odczuwam niesamowita ekscytacje i delikatna niepewność na mysl o nadchodzących miesiącach. To niezwykłe doczekać dnia kiedy spełnia sie wielkie marzenie. Znajde sie w miejscu od którego zawsze stroniłam, czyli błotko, rzadka toaleta, dzika zwierzyna zewsząd, ale jednak czuje że to będzie najpiekniejsza historia mojego życia. Ponieważ kiedy znajdujesz sie w miejscu swego przeznaczenia nie licza sie miejsca czy warunki, ale ludzie, jedność myśli, serc i cel jaki przed nami stoi. Także to do czego chce dążyć to wnosic miłość, nadzieję, radość i światło Jezusa do miejsc w których nigdy ona nie gościła.
Moje marzenie nigdy nie było by urzeczywistnione gdyby nie pomoc i wsparcie wielu osób, dziękuje wam Kochani!!! Kiedy zmieniasz jedno życie zmieniasz świat. Nigdy nie rezygnuj ze swoich marzeń, bo nie wiesz kiedy okażą się potrzebne.
Żegnaj POLSKO na najbliższe 6 m-cy.

środa, 20 stycznia 2010

Życie przed Afryką




Sen o Afryce intensywnie dojrzewa we mnie ostatnie 7 miesięcy, kiedy to ostatecznie wsiadłam do samolotu lecącego w kierunku Zielonej Wyspy i zdałam sobie sprawę, że teraz to już nie przelewki, nie ma odwrotu. Z jednej strony strach, niepewność, łzy spływające po policzkach, coś się skończyło, kogoś pożegnałam, ale z drugiej strony cicha nadzieja, że nowy rozdział mojego życia zaskoczy mnie, przyniesie nowe doświadczenia, nieoczekiwane zwroty akcji, wiele emocji...w końcu tak wiele rzeczy przyjdzie robić po raz pierwszy.
Irlandzka przygoda wiele mnie nauczyła, wiele dzięki niej zyskałam...przyjaciół, doświadczenie, wiarę, że jeśli się nie poddajesz wiele jest możliwe, liczne przezabawne historie, również siostrę o której zawsze marzyłam... :) Stala się nią moja najlepsiejsza ciociunia, która jakimś cudem wytrzymała ze mną te 7 długich miesięcy, DZIĘKUJE:)
Do domu wróciłam pełna wigoru, jak po wakacyjnej eskapadzie, z przeładowaną walizą i niezamykającą się buzią. Były rozmowy do rana, nocne kąpiele, utęskniony bigosik, rodzinne śniadanka, ciepła kołderka, tuziny gości i tak bez przestanku.
Ostatnie dwa tygodnie to niekończący sie maraton... czuje sie trochę jak na poligonie, gdzie toczy sie nieustanna walka o drobiazgowo zaplanowany czas, który starannie dzielisz miedzy rodzine, przyjaciół i te wszytskie drobne sprawy które nalezy po drodze pozałatwić.
A i tak precyzja na nic się tu zdaje bo zawsze zdarzy się o kimś zapomnieć... i w tym całym zagonieniu natrafiłam dziś na zdj. małej afrykanskiej dziewczynki i zdałam sobie sprawe ze juz za kilka dni moje wydawałoby sie nieosiagalne, być może nieco naiwne młodzieńcze marzenie stanie się rzeczywistością... niewiarygodne.
I wpatrując się w tą mała, drobną postać przypomniały mi się słowa Jezusa, który mówił: "Póki nie staniecie się jak dzieci nie ujrzycie Królestwa Bożego..." Jak dziecko w zaufaniu, wierze, marzeniach, które On wkłada w nasze serca. Być może wydaje ci się to teraz naiwne, ale prawdą jest, że kto nie dąży do rzeczy niemożliwych, nigdy ich nie osiągnie...a to ci którzy urzeczywistniają swe marzenia sprawiają że świat sie zmienia.
Więc nie ignoruj dziecięcych marzeń, nie rezygnuj z tego co przynosi najwięcej radości, a zobaczysz jak piękne jest życie.