niedziela, 6 grudnia 2009

Tato gdzie jesteś ???

Ostatnio moim ulubionym zajęciem podczas niezwykle "ciężkiej pracy" jest obserwacja ludzkich zachowań. Można to uznać za pewnego rodzaju pedagogiczny defekt, gdyż w pracy należałoby się zajmować zupełnie czym innym, ale nie mogę odmówić sobie tej drobnej przyjemności, która ma na celu usilną próbę efektywnego zrozumienia człowieka. Jakkolwiek dostarcza mi wiele powodów do uśmiechu, a czasem przyprawia o dreszcze, widząc braki wychowawcze tutejszej edukacji i wtedy rodzi się wielka wdzięczność w sercu skierowana w stronę mych mądrych rodziców, którym udało sie wyprowadzić mnie na ludzi.
Jednak zdarzyło sie ostatnio coś co wyjątkowo rozczuliło me serce a łza zawirowała w oku. Na zakupy do sklepu w którym pracuje przyszło pewne małżeństwo z dwójką małych murzyniątek. Zrobili dość konkretne zakupy, przy czym każde z dzieci trzymało w swych małych rączkach swoją część, a następnie rozdzieli sie w celu zwiedzania kolejnych działów sklepu. Jak to zwyczajowo już przystało mama wzięła dzieci by tato mógł chwile odpocząć od zgiełku dziecięcych pisków i zachcianek...po czym po krótkiej chwili, mały chłopiec zagubiony i chyba nieco znudzony już zabawą pośród damskiej odzieży wkrzyknął głośno na całe swoje gardełko: Tato, gdzie jesteś?
I trzeba by zobaczyć jego wielkie, zagubione, szukające kontaktu z Tatą oczka. Na co tato murzyn swym donośnym głosem odpowiedział: Synu tu jestem. Chłopiec bez problemu rozpoznał głos swego taty,przybiegł ile sił w nóżkach, chwycił go za rękę i dalej poszli już razem.
I to podsunęło mi pewną refleksje, jak bardzo Bóg, który również nazywa się naszym Ojcem, Tatą chce, tęskni i pragnie takiego kontaktu z nami... abyśmy w każdej chwili naszego życia wołali do Niego Tato, gdzie jesteś potrzebuje twojej wskazówki, nie wiem co mam dalej robić ze swoim życiem, gdzie jesteś? Jaki jest twój plan?? Słowo które dane jest nam jako drogowskaz mówi, że On jest początkiem i końcem, alfa i omega. On zaplanował twój początek, myślał o tobie zanim jeszcze się narodziłeś, ale chce również być końcem w twoim życiu, do którego dasz mu prawo i zawołasz: Tato, gdzie jesteś?? Potrzebuje ciebie w swoim życiu. A twój koniec będzie najpiękniejszą historią z happy endem.

niedziela, 8 listopada 2009

Przyjaciele


To hasło bardzo popularne, zwłaszcza w krajach anglojęzycznych, gdzie słowa "FRIEND" używamy, nawet względem nowo poznanej osoby. Jest niczym innym jak kumpel, kolega, znajomy, ale czy faktycznie przyjaciel??? To zależy czego oczekujemy od takiej osoby, jeśli przyjacielem jest dla nas ktos kto pójdzie z nami na mecz, do klubu, jeśli chodzi o kobiety to może jakieś ploteczki, zakupy to mamy dość niskie wymagania jeśli chodzi o przyjaźń, ale co dzieje się w sytuacji kiedy naprawdę potrzebujemy przyjaciela...kiedy nasz świat zaczyna się walić, przychodzą problemy, potrzebujemy rady, wsparcia, a czasem może czegoś poważniejszego. Gdy twoje ręce i kolana opadają, nie masz siły by się podnieść, czy jest obok ciebie ktoś kto podtrzyma twoje omdlałe ciało???
A teraz trochę osobistego wyznania:) Kiedy przyjechałam do Irlandii, pierwsze miesiące były bajeczne, zwiedzanie, relaks, nawet na pogodę nie można było narzekać, niczego mi nie brakowało...ale przyszedł czas gdzie pewne sfery mojego życia zaczęły się zawężać, poszukiwania pracy kończyły się fiaskiem, z czego wynikały braki w innych dziedzinach życia. Wielkim darem jest tu dla mnie Iwona ( moja cudowna, zapracowana ,zabawna:) ciocia) , ale naturalnym jest że pragnie sie też nieco niezależności. Czas był cięzki, ale w odpowiednim momencie na mojej drodze pojawili się niesamowici ludzie, nie znali mnie za dobrze, a otworzyli swoje serca na to by stać sie sługami i byli mi wielkim oparciem w ciężkim czasie. Myślę, że moge ich nazwać przyjaciółmi, nie tylko ze względu na to co dla mnie zrobili, ale obserwuje ich życie, postawy, serce i są to ludzie z niezwykłym potencjałem. Są ludźmi, których często określa sie mianem DOBRYCH, ale ta dobroć nie pochodzi od nich, nikt z nas nie jest taki sam z siebie...Biblia mówi, że każdy z nas zgrzeszył i brak mu Bożej chwały...i często staramy się zasłużyć na miłość, akceptacje innych i pana Boga dobrymi uczynkami. I jeśli chodzi o ludzi to bywa z nimi różnie, mają względem nas różne wymagania w zależności od poziomu owej przyjaźni, ale ta sama księga mówi, że Boża miłość jest z łaski, za darmo nic nie musisz robić, trudzić się, ani pocić, aby zasłużyć na nią, On dawno temu cie zaakceptował w pełni bez wyjątku, kiedy oddał za ciebie swojego Syna i jedyną rzeczą która musisz uczynić to po prostu zaakceptować Go, bo tylko przez Niego i dzięki Niemu możemy stać się dobrymi.
I On przydał mi wspaniałych PRZYJACIÓŁ.

poniedziałek, 19 października 2009

radość, enjoy, happines...


Wygląda na to, że piękna, słoneczna złota jesień nie trwała zbyt długo, dziś pojawiły się już pierwsze delikatne zawieruchy. Liście ułożone w lekkim bezładzie na chodnikach, dziś przypominają małe trąbki powietrzne, wirujące to tu, to tam. Szkoda tylko ze nie zabrałam aparatu, byłyby z pewnością świetne zdjęcia, ale nic straconego jutro będzie kolejna szansa, bo panowie meteorologowie zapowiadają drobne ochłodzenie no i w końcu zima zbliża się małymi kroczkami. Ale z pewnością to nie powody to smutów, bynajmniej ja mam dziś prawdziwy powód do radości, gdyż dostałam nową pracę i to ponoć na cały etat, okaże się już wkrótce. A miejsce szczególne dla emigrantów, którzy lubią kupować dużo i za okazyjną cenę-primark, także od przyszłego tygodnia zapraszam na shopping:) chętnie pomogę, doradzę i skasuje:)
A to wszystko dowodzi temu o czym mówi piosenka poniżej, że ten kto ufa Bogu (Tacie) nie zostanie zawstydzony, bo On jest wierny, dobry i hojny w dawaniu. Dziękuje:)

Ten kto uwierzył nie będzie zastydzony...Ps.25

czwartek, 15 października 2009

Niesamowita historia - Nick Vujicic


To najbardziej niezwykła historia jaką kiedykolwiek widziałam.
Jeśli myślisz, że nie posiadasz wystarczająco dużo, spójrz jak bardzo można cieszyć się życiem.
Ponieważ to nie twoje zdolności, umiejętności, to jak wyglądasz czy kim jesteś czynią cię wyjątkowym,
ale prawda....słowa Tego który cie stworzył i zaplanował.
A one mówią " Albowiem Ja wiem, jakie myśli mam o was, myśli o pokoju, a nie o niedoli, aby zgotować wam przyszłość i natchnąć nadzieją".
Czy potrzebujesz lepszego wyznania miłości???

Pozdrowieniam was:)

video

środa, 14 października 2009

kolory jesieni
















Podczas gdy Polskę w środku wczesnej jesieni zaatakowała niespodziewanie zima, temperatura spadła do - 2 stopni C, aż krew marznie w żyłach. Na baczność postawione zostały służby drogowe, w stanie gotowości czekają piaskarki i pługi ( przynajmniej powinny) służby energetyczne w całym kraju maja dodatkowe dyżury z powodu odciętej elektryczności. Z nieba pada biały pył, i chyba przyszła pora aby po jeszcze nie tak dawnym wspomnieniu gorącego lata, przywitać wełniane szaliki, uszatkowe czapki, ciepłe kalesony..brrr. I to własnie jeden z tych powodów dla którego mnie Irlandia o tej porze roku totalnie zachwyca. Ponieważ tutaj pogodzie nic sie nie pomyliło i tak jak zaplanowano to w kalendarzu tak i wygląda na zewnątrz. Kolory jesieni są zachwycające i przeróżne. Dziś po powrocie z pracy wybrałam sie na mały spacer do parku, aby pokazać wam że w październiku świat przynajmniej jego dublińska część wygląda cudownie.

piątek, 9 października 2009

Dubliński okres grzewczy rozpoczęty









Jak już wcześniej pisałam jesień w Dublinie potrafi płatać spore figle. Kaprysy pogodowe są nieprzewidywalne ulewa, błysk słonka, opady ciągłe, przelotne z przerwami, można by tu wyróżnić każdy rodzaj niebiańskiego deszczu i z pewnością jak to już bywa w polskim zwyczaju trochę ponarzekać, ale cóż to zmieni. Zamiast tego można naprawdę cieszyć oko wielobarwnością i kolorytem tego co za oknem.
Jednak temperatura w naszym mieszkaniu przekroczyła wczoraj granice naszej tolerancji i powiedziałyśmy z Iwoną: dosyć!!! bo w końcu ileż można nosić na sobie warstw ubrań, szalików, babcinych skarpet, zalewać się gorąco czekoladą, a i tak wciąż zimno, także zaprosiłyśmy do naszego niewielkiego czworokątnego pokoju grzejnik. Być może ku zdziwieniu niektórych z was Irlandczycy nie posiadają centralnego ogrzewania, bynajmniej w naszym bungalow jest im to obce, także ratujemy się czym możemy...a kilka dni temu zdarzyło się i tak, że temp. na zewnątrz przewyższała tę w naszym mieszkaniu, więc postanowiłyśmy z Iwoną wybrać się na mały spacer dogrzać kości. Zobaczcie co z tego wyszło...

środa, 7 października 2009

pazdziernikowo - jesiennie czyli zmiennie....

Przyszedł październik, dla mnie to czas zmian. Kilka dni temu rozpoczął się nowy rok akademicki, który tym razem spędzam inaczej jak do tej pory. Podczas gdy studenci pilnie maszerują ze swymi aktówkami pod pachą w uczelniane mury w celu poszerzenia swych intelektualnych horyzontów, ja przechodzę inną szkołę, powszechnie nazywaną "szkołą życia" samodzielnego, z dala od ukochanych osób, za którymi zaczynam mi się tęsknić, trochę niezależnego, choć są tu niezwykłe osoby, które mnie wspierają, uczą odwagi, gdy ja wolę bezpieczne miejsca, karzą się myć, gdy chce pozostać brudna, uczą wdzięczności, gdy zdarza się narzekać....taka mała musztra, której w szkole nie uczą. I choć wydawało mi się wiele razy, że znam siebie doskonale, swoje reakcje, zachowania, że dam sobie radę o własnych siłach to właśnie tu odkrywam jak nieprzewidywalny jest człowiek w swoich zachowaniach, ale widzę w tym wiele zalet. Oznacza to że jesteśmy żywymi istotami, które stale są w procesie i zmieniają się, uczą się czegoś nowego o sobie i ludziach.
I mimo, że jesień jest stałą porą i przychodzi każdego roku, zaraz po lecie to nigdy nie jest ona taka sama, zwłaszcza ostatnio, zaczyna być zaskakująca. Ale w tym wszystkim jest jedna stała zmienna....tak jak jesień zawsze przychodzi po lecie, tak w moim życiu stabilizacje, pewność daje mi mój Bóg i nawet gdy znajdowałam się tu w tarapatach i zdarzało się, że moje rozwiązania zawodziły to On był pewnością pośród mojej największej niepewności.
Tutaj jesień nabiera dla mnie nowego smaku: gorącej czekolady, skojarzenie okularów przeciwsłonecznych i parasola jest jak najbardziej na miejscu, bo nigdy nie możesz być pewien tego co zdarzy się za chwilę.... no i małej życiowej rewolucji.
Specjalne gorace pozdrowienia dla mojej utęsknionej grupy I PSiTP, jesli tu czasem zaglądacie to wiedzcie że pamiętam i myślę o was - zwariowanych ludkach :) dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą pracuje w sklepie i wracam na krótko w styczniu (także liczę wtedy na jakieś spotkanie z wami).

środa, 23 września 2009

ktoś domalował mi skrzydła:) tak więc jestem motylem
zaczytanie

Kreatywność

Ostatnio czytając pewien artykuł natrafiłam na dość ciekawe stwierdzenie, które pewna osoba przysposobiła sobie jako motto życiowe, mianowicie; "Spożyć przed terminem". Zapewne każdy kto odwiedza sklep spożywczy, kupując jakiś produkt od czasu do czasu spogląda na to hasło. Jeśli by się dobrze zastanowić to nawet data wybita na wieczku może być ciekawym hasłem, ponieważ każdemu z nas taka data kiedyś zostanie przybita.
Właściwie należało by sobie teraz zadać pytanie, na ile jestem produktywny we własnym życiu?? W religijnym slangu można by to nazwać rachunkiem sumienia,a chodzi po prostu o bilans...tego co udało nam się zrealizować, decyzje jakie są jeszcze przed nami i te których nigdy nie podjęliśmy i związane z tym rozczarowanie.
Stwierdzenie to dało mi niezwykłe przekonanie co do tego, że młodość to niesamowity okres w życiu człowieka. Świat stoi z otwartymi ramionami, mamy możliwości jak nigdy dotąd i głowy pełne marzeń, a jednak wciąż jest coś co nas powstrzymuje przed podjęciem życiowego wyzwania....wymówki, lęk, brak czegoś, kogoś. Jeśli oglądać się za siebie to zawsze będzie coś co nas zatrzyma, ciągnąc za nogawkę, ale patrząc na historię to ludzie z pasją, marzeniami i potencjałem wiary zmieniali historię, zmieniając życie jednostek, czyniąc różnice w tym zobojętniałym świecie.
Czasem warto podjąć to ryzyko, podnieść rękawice, zawalczyć i przekonać się, że w zasadzie tylko strach ma wielkie oczy, a wyzwanie niesie w sobie wiele przyjemności i uczy... pokonywać granice, uśmiechać się przez łzy, czerpać radość z małych sukcesów, robić coś po raz pierwszy, poszerza horyzonty i czyni nas prawdziwie wolnymi.
A to wszystko, aby kiedyś u kresu dni powiedzieć: Udało się:) dokonałem biegu.

środa, 2 września 2009

Stawiając wszystko na jedną kartę

Czasem roi się w naszej głowie od pytań: Dlaczego? Jak? Po co? Kiedy? etc. Często pytamy dlaczego ten świat jest tak niesprawiedliwy, z jakiego powodu ludzie muszą cierpieć? I o ile sprawiedliwość w naszym świecie znaczy wszystko i nic jednocześnie, to są ludzie którzy walczą o nią każdego dnia będąc niesłusznie przetrzymywani w więzieniach, dzieci wykonujące niewolniczą pracę w fabrykach, czy młode dziewczyny przymuszane do światczenia usług seksulanych, często sprzedawane, bite i przetrzymywane wbrew swojej woli. I słuchając tego wszystkiego rodzi się pytanie dlaczego? Powiem szczerze że nie znam jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie, nie chcę też spłycać tematu, jednoznacznym osądem. Ale jest jedna rzecz co do której jestem pewna, że ty i ja możemy stać się odpowiedzią na problemy ludzi...i teraz pewnie powiesz w swej skromności JA??!! ale kim ja jestem, powiem ci kim jesteś, jesteś odpowiedzią, nie musisz mieć wiele, jedynie sprawne usta, i ręce chętne do pomocy, rozejrzyj się wokół swego podwórka, czy nie ma tam kogoś kto potrzebował by twojej pomocy? Zadaj sobie pytanie dlaczego w tym świecie pełnym niesprawiedliwości Ja i Ty dostaliśmy tak wiele...jeśli masz dach nad głową, ciepły posiłek i bierzącą wodę uwierz mi masz tak wiele. Każdego dnia z powodu takiego braku 250 000 dzieci umiera na świecie, także pora wyjść z paleolitu myślenia i narcystycznego spoglądania jedynie w lustro, użalania się nad sobą o jaki to ja biedny jestem i rozejrzeć się trochę wokół siebie.
Uwierz mi że staniesz się prawdziwie szczęśliwy kiedy zaczniesz wnosić wiarę, nadzieję, inspirację do życia innych i ta radość będziesz dzielić z nimi.
A teraz trochę osobistego wyznania...ja w tym roku zdecydowałam się na skok naprawdę na głęboką wodę, zważając na fakt, że nie nie umiem pływać może wydawać się to totalnym szaleństwem, ale ja chyba nigdy nie chciałam być normalna:) i żeby ukrócić języki tym, którzy twierdzą że chce się tu czymś szczycić, czy pochwalić, absolutnie nie... mówię to aby zachęcić czytelników mojego bloga to wiary, odwagi, pokonania swego strachu, bo mój przykład dowodzi, że nie trzeba być wybitnie zdolnym, utalentowanym, wykształconym, ani nawet znać 3 języków, żadnej z tych umiejętności nie posiadam... wystarczy serce pełne pasji, wiary i ognia, że Bóg będzie z tobą w twoich słabościach i On doprowadzi to co zaczął do końca. Ja podjęłam wyzwanie i planuje moją półroczną misje w Afryce, chcę stać się odpowiedzią na potrzeby tamtych ludzi. I to naprawdę nie jest łatwe zadanie, bo w naszym cudownym świecie wszystko kręci się wokół kasy, a żeby tam pojechać muszę na to zarobić i chcę się tu wyprowadzić z błędu, misjonarz to nie wolontariusz, któremu za wszystko płacą. Ja muszę sama zarobić na ten wyjazd i w tym celu zostałam emigrantką w ufności że dobry Bóg zatroszczy się o mnie abym ja mogła troszczyć się o innych. Widzisz to tak właśnie działa Bóg jest stworzycielem nieba i ziemi. On zaplanował cie dla konkretnego celu, nie byłeś pomyłką i nie było żadnego PLANU B, Bóg postawił wszystko na jedną kartę, powiedział Jezu posyłam cię na ziemię żebyś objawił ludziom moją miłość do nich i dał im przykład, drogowskaz, pokazał prawdę, bo później oni staną się odpowiedzią.
Tak więc dzisiaj chcę zadać ci pytanie "czy staniesz się odpowiedzią? " Wybór należy do ciebie.

tysiąc pytań

sobota, 29 sierpnia 2009

shepherd

" Pan jest pasterzem moim,
Niczego mi nie braknie
Na niwach zielonych pasie mnie
Nad wody spokojne prowadzi mnie
Duszę moją pokrzepia
Wiedzie mnie ścieżkami sprawiedliwości
Ze względu na Imię swoje.
Chocbym nawet szedł ciemną doliną,
Zła się nie uleknę, boś Ty ze mną.
Laska twoja i kij twój mnie pocieszają.
Zastawiasz przede mną stół
wobec nieprzyjaciół moich,
Namaszczasz oliwą głowę moją,
kielich mój przelewa się .
Dobroć i łaska towarzyszyć mi będą
Przez wszystkie dni życia mego
I zamieszkam w domu Pana przez długie dni."
Ps.23

Myślę , że niejednokrotnie słyszałeś ten psalm, być może nawet uczono cię go na lekcji katechezy, badz zajeciach szkółki niedzielnej. Jakiś czas temu słyszałam historie gdzie podczas charytatywnego balu amerykańskich gwiazd poproszono jednego ze znanych aktorów który prowadził dość rozwiązłe życie o wyrecytowanie tego fragmentu, myśląc że dostarczy on na sali śmiechu... ku zdumieniu wszystkich udało mu sie wyrecytować całość, ale na sali siedział również starszy człowiek, podparty o laskę. Poproszony na środek zaczął powoli, ale z niezwykłym przejęciem i pasją wypowiadać wersy tegoż psalmu. Gdy skończył na sali zapdła cisza, słychać było dyskretne szlochy....Kiedy na koniec zapytano aktora jak sądzi dlaczego taka była reakcja na dwa, jednakowe fragmenty z Biblii po chwili zastanowienia odpowiedział: "zapewne dlatego, że ja znam psalm, a ten człowiek poznał Pasterza."
Czasem bywa w naszym życiu tak, że przechodzimy przez problemy, okoliczności nam nie sprzyjają i wszytsko wydaje sie na walić na głowę i to jest właśnie najlepszy moment do tego żeby zawołać Panie stań się moim Pastrzem, przeprowadz mnie przez tą ciemną dolinę...bo nie ma lepszej drogi do poznania dobrego Pasterza jak problemy, a Bóg jest przepełniony pasją i miłością względem tego co jest zgubione i potrzebuje pomocy.

środa, 19 sierpnia 2009

Howth - dzień w plenerze



















Dziś przyszedł pierwszy dzień mojej prawdziwej independence(niezależności). Iwona wyjechała na urlop do sweet home (Polska) a ja zostałam sama na polu bitwy, aczkolwiek nie ubolewam z tego powodu. Ponieważ w ciągu tego 1,5 miesiąca jak już tu spędziłam jej przyjaciele stali się i moimi, są tu ludzie z którymi naprawdę dobrze się bawię. Dziś razem z Marysią podróżniczym specem wybyłyśmy poza miasto, stojąc na stacji kolejki DART, podeszłyśmy do maszyny biletowej i Marysia zapytała :"to gdzie dziś jedziemy?" to jest ta chwila o której marzyłam od zawsze...jak w piosence Maryli Rodowicz "wsiądź do pociągu byle jakiego..."i to właśnie zrobiłyśmy, dziś padło na literę H i to było H jak Howth. Na miejscu było dużo niezapomnianych wrażeń, napotkałyśmy na stado fok kapiących się w morzu, odkryłyśmy własną bezludną wyspę, dużo wspinaczki, małe kąpanko, wiatr we włosach i uśmiech na twarzy, tak to wszystko się skończyło. A ja oczywiście zrobiłam mnóstwo zdjęć i nakręciłam kilka filmów, bo moja nowa ksywa to paparazzi:)