środa, 5 grudnia 2012

Spakowałam swój bagaż marzeń

Wygląda na to, że po długim czasie odpoczynku znów wracam do pisania i zdaje się, że będzie o czym... Ostatnie 9 miesięcy to wyjątkowo spokojny czas w moim życiu, po licznych wojażach, bywało się to tu to tam, wreszcie usiadłam na tyłku i zajęłam się jakby to niektórzy rzekli konkretną pracą, bo nie ma co ukrywać, moja stażowo - oświatowa kariera, wreszcie była czymś innym niż społeczna działalność. Początki nie były łatwe, nie bardzo umiałam znaleźć dla siebie miejsce w tym nowym administracyjnym ferworze, między parzeniem kawy, obsługiwaniem interesantów i masą dokumentacji do przerzucenia tak mało było miejsca na twórczą pracę, kontakt z człowiekiem, pomoc i szczerą rozmowę. W pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać co ja tu właściwe robię, czemu to miejsce ma służyć, do czego doprowadzić...nie potrafiąc znaleźć odpowiedzi na zdawało by się banalne pytania przyszedł moment, gdzie przestałam zapytywać, po prostu jak zaprogramowany robot wstawałam na sygnał porannego budzika, piłam kawę i napędzana poczuciem obowiązku starałam się wykonywać swoje zadania najlepiej jak potrafiłam. Jednak wewnętrzne niepokoje i frustracje karmione lękiem i niewiadomą tego co nastąpi po upływie określonego czasu starannie we mnie narastały. Znamienne dla nas ludzi jest chyba to, że uwielbiamy mieć wszystko pod kontrolą, wpływać na to co dzieje się w naszym życiu, wiedzieć co będzie jutro po przebudzeniu, a z drugiej strony pragniemy aby od czasu do czasu nas to życie zaskakiwało, stawiało na drodze jakieś wyzwania. W takich chwilach przypomina mi się pewien fragment "Z całego serca Bogu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku, myśl o Nim na każdej drodze, a On twe ścieżki wyrówna. (...)ci, co zaufali Panu, odzyskują siły, otrzymują skrzydła jak orły: biegną bez zmęczenia, bez znużenia idą." Zaufanie jest trudną sprawą na początku drogi, gdy cel jest niewidoczny, a życie nie układa się tak jakbyśmy tego chcieli, dlatego nie wyobrażam sobie tego życia, bez kogoś kto nadawał by mi pewność bez względu na okoliczności, kogoś kogo obecność daje komfort i odpocznienie , a słowa napełniają pokojem. Dla mnie tym kimś jest Bóg i ta wiara to nie jest tylko religia, odprawianie rytuałów, cotygodniowe chodzenie do kościoła, ale relacja, uczenie się Go, słuchanie Jego słów i życie nimi. Dla niektórych to być może brzmi kosmicznie, bo takim zdaje się być, ale kiedy dostrzegam znaczenie jakie nadaje to mojemu życiu to nie mam wątpliwości, że to droga którą chce kroczyć, bo cena jaką On zapłacił jest największa. A mnie z kolei prowadzi to do miejsc, które często stawiają mnie daleko poza strefą mojego komfortu, sprawiają że mój bezpieczny, pudełkowy świat zaczyna się otwierać. No i po raz kolejny zaczynam pakować się w daleką podróż. Kilka dni temu dowiedziałam się o tym, że zakwalifikowałam się do 6-miesięcznego programu w Ghanie, gdzie będę pracowała z dzieciakami i młodzieżą organizując im zajęcia, poświęcając uwagę której często brakuje, odkopując skarby talentów i pasji, które drzemią w każdym z nas, często nieuświadomione. Na samą myśl przechodzi mnie dreszcz radości i niepewności gdy myślę o zadaniach, spotkaniach, doświadczeniu jakie przede mną, ale ponad wszystko, wiem że to właśnie jedno z tych miejsc o których marzyłam. Bo najcenniejsza rzeczą jaką możemy podarować drugiemu człowiekowi to nasz czas, a sobie … wyrwać się z izolacji tej , którą narzuciliśmy sobie sami i zdecydować się na odkopanie marzeń i odwagę, bo w ostatecznych rozrachunku właśnie to się liczy.

wtorek, 27 marca 2012

więzi rodzinne








Zapewne wszystkim dobrze znane jest stare polskie porzekadło,że z rodziną najlepiej wychodzi się jedynie na zdjęciach...czy to prawda?
Ja faktycznie zatracam się w robieniu zdjęć moim najbliższym. Co poniektórzy mają mnie już serdecznie dość i nie bez powodu zostałam nazwana rodzinnym paparazzim,
ale po prostu staram się zatrzymać czas i uwiecznić nasze wspólne spotkania. Szczególnym okazją do tego jest moment, gdy raz na jakiś czas do Polski przylatuje moja najwspanialsza z cioć o której niejednokrotnie pisałam na łamach mojego bloga. Na stałe mieszka w Dublinie, a od czasu do czasu, gdy prawdziwie zatęskni za soczystym pomidorkiem, dobrze wypieczonym chlebkiem, czy wyborną zalewajeczką swojej mamy wpada nas odwiedzić.
W przypadku naszej szalonej familii przysłowie to jest zupełnie nietrafione, bo my za sobą przepadamy. Pomimo rożnych doświadczeń i dekad jakie nas dzielą potrafimy razem śmiać się i płakać. Dla mnie rodzina jest najcenniejszym skarbem. I często się o tym nie słyszy z ust młodych ludzi, bo to siara, albo nie wypada, a ja to powiem i być może zabrzmi to nieskromnie, ale uważam że jestem szczęściarą, że wychowywali mnie tak mądrzy rodzice, ucząc wrażliwości na drugiego człowieka, ciekawości świata i dali tak wiele wolności w podejmowaniu dojrzałych decyzji. Mimo, że nie zawsze umiałam to docenić to teraz widzę jak ich praca nade mną mnie ukształtowała i jestem wdzięczna, bo są dla mnie autorytetem.

środa, 21 marca 2012

Wiosenne porządki


takie wiosenne wydanie trzech szalonych babek:)

Przyszedł czas na wiosenne przebudzenie. Mój blog jakby zapadł w jesienną nostalgie, a później zimowy sen a ja razem z nim. Ale budzimy się do życia, odkurzamy to co zostało pokryte kurzem, wyrzucamy niepotrzebne śmieci i witamy nowy sezon z radością.
Mam wrażenie, że wiosna to dobry czas na porządki nie tylko te w naszym otoczeniu, ale również te wewnątrz nas. Dziś ktoś zadał mi pytanie co budzi mnie do życia? na co warto zrobić miejsce? jakie sprawy warto odkurzyć?
I tak sobie myślę, że te ostatnie zimowe, bezsłoneczne miesiące sprawiły, że sunęłam po tej alei życia z błędnym wzrokiem niczym robot zaprogramowany by realizować wyłącznie potrzeby natury biologicznej i od czasu do czasu pozwolić sobie drobne przyjemności. Gubiąc gdzieś po drodze czas na refleksje, wdzięczność za to co i kto jest wokół mnie, przekraczaniu swoich ograniczeń...a trochę instynktownie weszłam w role z góry narzucone.
Co budzi mnie do życia? prosta, a jednak niezwykła świadomość tego, że moje życie nie jest w pełni moje, że jest w nim ktoś niezwykły, kogo prosto zdefiniować się nie da,nieco pozazmysłowy, a tak obecny. Sam Bóg, którego zamysłem zostałam stworzona po coś, dla czegoś, z jakiegoś powodu...Każdego dnia podróżując miejskim transportem wsiadam do niego z nadzieją, że dowiedzie mnie do zamierzonego celu. Marzę o tym, aby i moje życie było podróżą w konkretnym kierunku, być może będzie długa, mecząca z przesiadkami lub zmianą kierunku, ale dokądś mnie doprowadzi i z doświadczenia wiem, że czym ta relacja na poziomie wertykalnym jest intensywniejsza, tym horyzont staje się przejrzystszy.
Na co warto zrobić miejsce? na mądrych ludzi...jestem książkowym przykładem ekstrawertyka, kocham ludzi, sprawia mi ogromną radość przebywanie w gronie przyjaciół, to jak dodatkowy zastrzyk adrenaliny, towarzystwo rzadko kiedy mnie męczy, chyba że marudzi, to znak żeby je zmienić. A jak przez dłuższy czas nie ma nikogo wokół mnie, to ja staje się marudnym smutasem. Cenię ogromnie przyjaźń z ludźmi starszymi ode mnie, ich doświadczenie, rozmowa, życie często są dla mnie wielką inspiracją do tego by pracować nad sobą, wyznaczać sobie nowe cele, podnosić poprzeczkę. I jestem przekonana, że właśnie to, że mam niezwykłych przyjaciół pomogło mi przejrzeć na oczy i wyjść krok poza to co było znane i lubiane. Zmieniłam punkt odniesienia i poszerzyłam horyzont, odkrywając, że to niezwykłe szczęście żyć w kraju takim jak Polska, być częścią kochającej się rodziny, pomyślałam, że i ja mam coś do podarowania...
Jakie sprawy warto odkurzyć...mój blog się odkurza, i to chyba wystarczająco jak na te wiosenne porządki...

"Pole trzeba zaorać, żelazo stopić, winnicę przyciąć, pszenicę wymłócić, a strumień skierować na młyńskie koła.
Być może tak samo sprawy się mają z życiem człowieka.
Z każdej porażki muszą narodzić się nowe przedsięwzięcia, a z łez nowa świadomość celu, z desperacji nadzieja. Dlaczego trzeba upaść, by znowu powstać, umrzeć by znowu żyć?"
George Dell

piątek, 26 sierpnia 2011

Przewodnik Globtroterki...








Ostatnimi czasy przekonałam się, że podróżowanie to dość złożona sprawa...aby podróż obfitowała w ciekawe doznania, była przesiąknięta smakiem miejsca, miała w sobie szczyptę smaku i przygody, i nie brakowało w niej adrenaliny musi być dobrze zaplanowana.Tak też zrodziła się myśl o Armenii, po długich tygodniach pracy nad projektem naszego karawanu, znalazła się możliwość na krótkie wakacje, więc nie zastanawiając się za długo zasiedliśmy przy naszym okrągłym stole codziennych obrad i przy zapachu aromatycznej kawy zaczęliśmy debatować jak można by korzystnie spędzić ten czas. W naszym sztabie wolontariuszy mamy doświadczonych globtroterów, przywiązujących wagę do najmniejszych szczegółów jak i zupełnych lekkoduchów, ale współpracując udało nam się stworzyć wspaniały plan na 5 dniowy wypad do barwnego kraju. Znaleźliśmy wspólne cele, miejsca na których nam zależało, ale znalazła się też przerwa na małe nic nie robienie. Myśląc o podrożach odkrywam to, że niezwykle dużą rolę odgrywają ludzie, którzy towarzyszą ci w przemierzanych km, jak i ci spotkani niepostrzeżenie, w między czasie, na skrzyżowaniu dróg to oni są to szczyptą smaku, wonią i tęsknotą, która sprawia, że chcesz powrócić do tego miejsca.

Jak się przygotować do podróży:
1. Jeśli planujesz podróż w większym gronie, zaopatrz się w ludzi kreatywnych, z którymi nie grozi ci nuda...
2. Pamiętaj o dobrym przewodniku i mapie
3. Ciekawość świata
4. Plan podroży z miejscem na nieplanowanie:)zwłaszcza na Kaukazie
5. Dogodny transport
6. Coś na duży głód



czwartek, 18 sierpnia 2011

Georgia in my mind




Mój blog przeszedł przez ten rok bardzo drakońską dietę...wychudł, zmizerniał, odwodnił się, więc postanowiłam zadbać o to, by nieco przybrał na masie, a podróżnicza historia była kontynuowana. Rok który minął od powrotu z Afryki skoncentrował się głównie na pracy i studiach, wiec miesiąc temu zdobyłam dyplom, który był uwieńczeniem sumiennej 5-letniej pracy, by móc wyruszyć w nową podroż do Gruzji, kraju który do tej pory był dla mnie jedną wielką tajemnicą, ale wiedziałam, że w towarzystwie 10 szalonych wolontariuszy z Polski na pewno stanie się on miejscem do którego zawsze będzie fajnie wrócić.

Tbilisi stolica Gruzji, zwana również perłą Kaukazu jest zjawiskowym miejscem. Pełna pięknych zabytkowych budowli, zamków, kościółków tworzy atmosferę niezwykle orientalnego miasta. Ale to co nadaje temu miejscu prawdziwy klimat i znaczenie to ludzie. Gruzini są uroczy i niezwykle przyjaźni, słyną ze swojej gościnności. Mieszkając w stolicy już od miesiąca miałam okazje kilkakrotnie się już o tym przekonać uczestnicząc w przeróżnych uroczystościach np.SUPRZE, czyli tzw. lokalnej biesiadzie. Stół ugina się pod ciężarem jedzenia, każdy talerz pełny jest lokalnych smakołyków Khinakali, Chaczapuri, Lobiani to tylko kilka z miejscowych przysmaków. Kobiety krzątają sie między kuchnią a pokojem dbając by niczego na nim nie zabrakło, donosząc co trochę tylko nowe porcje jedzenia, by goście nie zaznali głodu...chociaż zastanawiam sie czy to w ogóle jest możliwe, by wyjść z uczty głodnym. Rola mężczyzny w tradycji gruzińskiej sprowadza sie natomiast do wznoszenia toastów, co ma charakter niezwykle symboliczny i majestatyczny. Mężczyzna, który pełni funkcje tzw. przewodnika to TAMADA to jego rolą jest wznoszenie toastów, które w pierwszej kolejności dotyczą kraju, Boga, pokoju, wznosi się również toasty za rodzinę, przyjaciół, nowo przybyłych gości, cokolwiek co przyjdzie mu do głowy, czasem potrafią trwać one nawet kilkanaście minut jeśli tamada tego sobie zażyczy, następnie rozbrzmiewa okrzyk GAMARDŻOS!!!(co oznacza NA ZDROWIE, ZWYCIĘSTWO) i wszyscy piją do dna. Gruzińskie supry trwają do późnych godzin są pełne śmiechu, dobrej zabawy i tańca.
Jednak poza zabawą przyjechałam tu głównie pracować. Razem z grupą przyjaciół z Polski tworzymy tu projekt który ma pobudzić lokalną młodzież do działania a poza tym ma wskazać na szerszą perspektywę idei działań społecznych i wolontariatu w Gruzji ponieważ świadomość społeczne jest tu dość niska, więc nasze przygotowania są już niemal dopięte na ostatni guzik by od 1 września ruszyć na 2 tygodniową podróż po 7 gruzińskich miastach z głową pełną szalonych pomysłów...a więc świeża porcja nowych informacji będzie już wkrótce....

"Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zdziwić, umarło to, co najpiękniejsze - uroda życia".
R.Kapuściński








środa, 1 września 2010

Przemienione życia








Tak dawno niczego nie pisałam, że nie jestem pewna czy jeszcze wiem jak to się robi. Afryka z całym swoim ubogacającym doświadczeniem nieco okaleczyła moją bezbłędną jak dotąd polszczyznę. No i od czego zacząć tę opowieść, rok czasu przynióśł wiele zmian, dwa rozmiary w portkach(dlatego jestem na ścisłej diecie),zmianę miejsca zamieszkania od częstochowskiego blokowiska, dublińskiego pokoiku mojej ciociuni,po afrykańską chatę,także raczej efekt spadkowy, ale przede wszystkim niekwestionowaną zmianę mnie samej.
Gdy przypomnę sobie mnie z przed roku, byłam strachliwą,lubiącą swój bezpieczny kąt Moniką, choć gdzieś pod tą powierzchownością pragnęłam wyjść z tej ciasnej szczeliny mych ograniczeń, ale żeby wejść w swoje przeznaczenie musiałam przejść przez poważny proces wyleczenia z "ale-tomi":
-Ale Boże, ja nie mam wystarczającego wykształcenia
Boża odpowiedz: Nie potrzebujesz tytułów by mnie służyć.
-Ale Boże, ja jestem dziewczyną i w dodatku panną
Boża odpowiedz: no coś ty, jakby tego nie wiedział, przecież sam cię stworzyłem.
-Ale Boże, nie mam wystarczających finansów.
Boża odpowiedz: gdzie ja powołuje, tam też zaopatruje
-Ale Boże, mam dwadzieścia trzy lata.
Boża odpowiedz: niech nikt nie lekceważy cie z powodu młodego wieku.
-Ale Boże, ja nie umiem mówić
Boża odpowiedz: to ja napełnię twoje usta.
I tak każdy ale-argument był sukcesywnie i starannie nokautowany,aż dojrzałam do tego aby powiedzieć Bogu TAK na to by On rozpoczął swoją pracę w moim życiu. Niemożliwe stało się możliwym, ale zrozumiałam też,że moje życie zaczęło mieć jakiekolwiek znaczenie, ponieważ nie pozostawiłam go przypadkowi, ale zaczęłam być intencjonalna w wyborach, które zbliżyły mnie do realizacji mojego marzenia.
I tak zawitałam w Afryce, która w pewien sposób nieodwracalnie zmieniła moje życie,
poza oszczędzaniem wody, docenianiem przyjaciół, rodziny, i niewysłowionej radości z każdego dnia, który po prostu jest darem łaski od Pana Boga, zaczęłam w zupełnie i inny sposób patrzeć na ludzi. Nieprzyzwoitą przypadłością każdego człowieka jest przeświadczenie, że ja wiem najlepiej o życiu tej drugiej osoby. Ja mam prawo ją oceniać, doradzać i Bóg jeden wie co jeszcze, ale od moich spraw to wara...niestety bez względu na to czy nazywasz siebie chrześcijaninem, ateistą etc. to problem każdego z nas, nawet ktoś mądry powiedział, że początkiem mądrości jest opanowanie swojego języka, więc nie lada to rzecz.
Pracując z dzieciakami na ulicach, bezdomnymi, chorymi na Aids/Hiv, prostytutkami, ludźmi rożnych klas społecznych i grup wyznaniowych nauczyłam się,że każdy z nas ma swoją historie, każdy z nas jest człowiekiem który ma niekwestionowane prawo do szczęścia, radości, akceptacji, kochania i bycia pokochanym, niektórym to prawo zostało brutalnie odebrane, a zatem jeśli ty je posiadasz to tylko powód do tego by być szczęśliwym i dać możliwość odnalezienia je innym. Te niezwykłe spotkania uświadomiły mi jedną rzecz, a właściwie pozostawiły nieustające pytanie w mojej głowie, dlaczego to ja miałam tyle szczęścia w życiu by urodzić się w miejscu gdzie znalazłam zaspokojenie tych wszystkich pragnień?? Pytanie zostaje bez odpowiedzi, a może po prostu to ŁASKA niczym nie zasłużona. Doprowadza mnie to do miejsca, gdzie zadaje sobie kolejne pytanie, dlaczego ja właściwie żyje?? trudne, ale na swój sposób znalazłam cząstkową odpowiedź,która może usatysfakcjonować tylko mnie samą...by dawać życie, nadzieje i możliwości innym i wnieść choć małą iskrę radości i wiary w ich życie, tego doświadczyłam.
Wyjazd przyniósł niekończącą się lawinę refleksji, którymi nie sposób się podzielić, ale to do czego chciałam i ciebie zachęcić wyrażę w dwóch cytatach, które niezwykle mnie zainspirowały ostatnimi czasy:

"Jeśli nie spojrzymy szerzej na swoje życie, istnieje niebezpieczeństwo, że na zawsze już pogodzimy się z małością naszej egzystencji. Pamiętaj, Bóg przygotował dla Ciebie znacznie więcej."

"Tego, że marzenie pochodzi od Boga, możesz być pewien wtedy, gdy jego spełnienie wydaje sie przerażająco niemożliwe."

wtorek, 18 maja 2010

Biedny czy bogaty ???

50% populacji naszego swiata to ludzie bogaci, druga polowa to ci, ktorzy cierpia niedostatek.
Dzis dostalismy 10 Randow w ramach lunchu i wyruszylismy w miasto, doswiadczyc afrykanskiej kuchni.Jak wiele mozna kupiuc za blisko 4 zl.
Dla przyblizenia tematu:
Skrzydelko kurczaka+surowka R20
Kurczak+frytki R27
Kielbaska R8
Kukurydza R5
Ja postanowilam na diete owocowa
1 pomarancz, banan, jablko, gruszka -kazde R1.50
Lod R3 i maly poczek, wszytsko dalo laczna kwote R10
Jak wiele znaczy dla ciebie 4zl?? Podejrzewam ze nie jest to jakies wielkie bogactwo, zaledwie dwa zetony w naszym portfelu, a dla kogos to moze cos na podobienstwo obiadu, ktorego nie jadl od tygodnia.
Jesli kazdego dnia jesz minimum jeden posilek dziennie, masz dostep do biezacej wody, cieple lozko, staly dach nad glowa, nie mowiac o takim luksusie jak samochod, czy stala praca to moj DROGI PRZYJACIELU, zaliczasz sie do bogaczy tego swiata.
I prosze nie porownuj sie teraz do Billa Gatesa, czy Baracka Obamy, ale uczyn ze swoim zyicem cos co moze miec wplyw na los innego czlowieka. Nie trzeba koniecznie wyjezdzac do Afryki, by stac sie misjonarzem i czynic roznice, ale zacznij dzisiaj od swojego podworka, a zobaczymy dokad cie droga poprowadzi...
"Jedyna rzecza potrzebna zlu do zywciestwa jest biernosc dobrych ludzi." E.Burke
takich jak ja i ty.

Nie ma świąt bez harmattanu

Obiecałam post o świątecznej niespodziance w naszym przedszkolu, mimo, że już zanurzamy się w Nowym Roku i zapominamy o świątecznych smaczk...