"Wychowanie dzieci to w rzeczywistości twórcza praca kształtująca naszych następców”. Wychowanie, edukacja, inwestowanie w małe, młode pokolenie ludzi, którzy w przyszłości będą liderami, lekarzami, nauczycielami, będą decydować o tym jak nam będzie się żyło. O nich z dalekiego krańca świata chcę wam opowiadać. Zarażać pasją i miłością do tego co skradło cząstkę mojego serca. O tym, że życie przeżywane z innymi i poświęcone dla innych jest piękną historią z wielokropkiem...
wtorek, 2 grudnia 2014
Janusz Korczak Day Care Center, czyli świeże wieści z naszego przedszkola
Listopad odchodzi w zapomnienie,i przydałoby się jakieś małe miesięczne podsumowanko. Czas płynie tu tak szybko, że nie nadążam czasem za tym wszystkim co się tu dzieje. Od razu przyznam się, że mimo, że często zdarza Wam się oglądać moje roześmiane zdjęcia to nie obce mi są też małe i większe kryzysy nie tylko te emocjonalne ale również kulturowe. Poziom życia, sposób traktowania ludzi,a w tym dzieci pozostawia tu wiele do życzenia. Czasem chciałabym tupnąć nogą i powiedzieć co ty sobie myślisz, dlatego tak traktujesz swoje dziecko? Ale nie mogę, jestem nie tutejsza, choć biała, co daje dużo przywilejów, ale ma też swoje mankementy to jednak nie na wszystko pozwala.
To dopiero mój 3 miesiąc mojej pracy w przedszkolu Janusza Korczaka, a mam poczucie jakbym była tu z dzieciakami od zawsze. Nie wiem o nich jeszcze wiele, ale na ile udało mi się je poznać to uwielbiam te moje małe urwisy ogromnie. Poznaje ich historie, temperamenty wiem, że lubią sobie popsocić, ale są też mądre i chętne do nauki. Czasem mam wrażenie, że to nasze przedszkole to jedno z niewielu miejsc w tej wiosce, gdzie mają szanse na "normalne" z naszej europejskiej perspektywy dzieciństwo. Nikt nie wysyła ich do pracy, mimo, że mają od 2-5 lat, mają nauczycieli, którzy starają sie dać im poczucie bezpieczeństwa, zadbać o ich aktywny czas nauki i zabaw, mają co zjeść, odkrywają świat w nowy nieznany dotąd sposób. Uczą się dlaczego ważne by myły ręce, jadły warzywa i owoce.
Miesiąc upłynął nam twórczo. W ubiegłym tygodniu mieliśmy mini talent show. Czyli prezentacje talentów, glównie tych artystycznych. Piosenki, rymowanki, wierszyki i różnie inne koncerty życzeń. A tak naprawdę próbowaliśmy zobaczyć na ile dzieci pamiętają to czego każdego dnia uczą sie w przedszkolu. I tu zaskoczenie... bo naprawdę przedszkolaki dają radę. W Ghanie generalnie nauczyciel dostaje jedną książkę z wierszykami na okres przedszkolny i przywyka do szablonu, więc mało tam miejsca na improwizacje. Każdego dnia jak "pacierz" dzieci odśpiewują te same pioseneczki. Udało nam się jednak delikatnie przełamać szablon i wprowadzić małe nowości na listę przebojów. Doszły nas też wieści od niektórych rodziców, że dzieci uczęszczające do naszego przedszkola są bardziej zdyscyplinowane i lepiej idzie im liczenie i alfabet niż nawet 7-latkom ze szkoły rządowej.
Brawo Przedszkolaki!
Joseph i Kobena to nasze dwa najstarsze urwisy, którzy idą jak burza. Kobene pewnie już wszyscy kojarzycie, Joseph od niedawna gości na naszych salonach, ale daje się poznać od dość ciekawych stron. Jakkolwiek chłopcy przodowali na scenie.
Wysiłek fizyczny to również bardzo ważna rzecz w tym okresie dojrzewania. Dzieciaki w wieku 2-5lat potrzebują wiele aktywności, bo zdecydowanie ciężką usiedzieć im dłużej na miejscu. Tak więc w przerwie miedzy matematyką, śmiało wyginaliśmy nasze ciało. By mieć też dzieciaki pod większą kontrolą, dla bezpieczeństwo i by uniknąć niechcianych gości ogrodziliśmy nasze przedszkole bambusowym płotem.
Ta 80-tka urwisów to żywe złoto, cięzko za nimi nadążyć, wierzę, że nigdy nie zabraknie im siły by w życiu gonić tak swoje marzenia
Przesyłamy wam moc uśmiechów z Janusz Korczak Day Care Center i życzymy miłego dnia
poniedziałek, 8 września 2014
Jak u siebie
Minęło ponad sześć miesięcy kiedy ostatni raz byłam w mojej wiosce-Duadze. Wyczekiwałam tej chwili z utęsknieniem... kilka dni po moim przylocie do Ghany, dzwonie do wioski by zapytać się kiedy mogę przyjechać by zobaczyć dzieci i spotkać się z nauczycielami. Szczerze mówiąc miałam ochotę zrobić im niespodziankę, ale szybko mnie pouczono, ze względu na funckje nie wypada. Chyba już zapomniałam co znaczy być królową.
Łzy zakręciły mi się w oku, gdy zobaczyłam moje maluchy, znowu poczułam się jak u siebie. Niektóre wyrosły, zmężniały, kilka z nich zaczęło już chodzić. One na początku wydały się być lekko zdezorientowane, co to się dzieje, ja nie mogłam powstrzymać sie z radości, ale kilka piosenek, setka przybitych piątek i gonitwa za piłką przełamały wszytskie bariery.
Po kilku dniach spędzonych w wiosce, zaobserwowałam obszary nad którymi musimy popracować w trakcie trwania projektu. Na codzień w przeszkolu znajduje się ok 50-80 dzieci między 2-5 rokiem życia, a więc to jeszcze maluszki. Mimo tego większość z nich uczy się alfabetu i liczb, jednak wszytsko odbywa się pamięciowo, bo nie ma narzędzi by uczyć ich pisać. Wiele z dzieciaków potrzebuje też indywidualnego wsparcia, zainteresowania, czasem przytulenia. Na jedną klasę w której jest około 30-40 młodych uczniów przypada 2 nauczycieli, biorąc pod uwagę potrzeby tych dzieci, to całkiem nie dużo, więc dodatkowe wparcie jest na wagę złota. Nauczyciele powitali mnie z prawdziwym entuzjazmem, co dodało mi większej mobilizacji. Dostałam nawet nową ksywę Madame Action! Co znaczy Pani Akcja! W trakcie pobytu w wiosce dostałam również nieoczekiwane zaproszenie od oficjalnego Króla i Królowej na spotkanie. Rozmawialismy o tym, co możemy zrobić, by przedszkole funkcjonowało lepiej, jak wesprzeć wioskę w ich działaniach, czym jest projekt POLSKA POMOC? Szczególnie Królowa wydała się być ucieszona perspektywą naszej kilkumiesiecznej współpracy i obiecała wesprzeć mnie wszelkimi siłami. Dużym sukcesem i wielką radością dzięki wsparciu, które płynie z wielu stron okazała się możliwość zakupienia materiału na mundurki dla dzieciaków, więc już lada dzień zobaczycie maluchy w pełnej krasie.
Sierpień to w Ghanie czas wakacji. Jednak te wakacje zdecydowanie róznią się od tych nam znanych. Podczas spotkanie z nauczycielami wspólnie uzgodnliśmy, że do czasu rozpoczęcia nowego roku szkolnego, który staruje 9 września więc już jutro! zorganizujemy półkolonie dla dzieci z wioski. Mało, które z nich zaznało kiedykolwiek prawdziwych wakacji, więc był czas na zajęcia sportowe, małe wygłupy, dużo uśmiechu, czas zabaw i gier, quizy, dzieci nie chciały wracać do domu, ostatnego dnia przygotowaliśmy przedszkole na oficjalne otwarcie i odbyło sie wielkie sprzątanie. Radością nie było było końca. Teraz nie mam już wątpliwości jestem w domu, jestem u siebie.
czwartek, 7 sierpnia 2014
Komunikacja ... czytając między słowami
"Jak komunikować się w obcej kulturze" znalazłam taką oto notkę na blogu moich dobrych przyjaciół na kilka dni przed moim wylotem do Ghany. Pomyślałam, że na ten temat wiem już wystarczająco,także nic nie powinno mnie zaskoczyć...po tygodniu twierdze, że byłam naiwna i nigdy nie powinniśmy przestawać sie uczyć, egzamin praktyczny oblałabym bez dwóch zdań. A więc do dzieła, czas na naukę...
"Jak komunikować się w obcej kulturze"
1. Ucz się.
• Słuchaj, a zaczniesz rozumieć. Słuchaj słów i słuchaj ciszy.
• Obserwuj, a zaczniesz rozumieć. Obserwuj ciało, zwyczaje, gesty - zwracaj uwagę na szczegóły. (Czy wchodząc do czyjegoś domu, zdejmuje się buty?) Naucz się czytać kulturę.
• Zadawaj pytania. Naucz się widzieć rzeczy oczami innych osób.
2. Nie oceniaj kultury twojego nowego kraju ani kultur innych członków zespołu. Bóg jest Bogiem wszystkich kultur, a każda z nich ma dobre i złe aspekty. Większość aspektów kultury w ogóle nie jest dobra ani zła, są po prostu inne niż to, do czego przywykliśmy.
Bóg jest ponad kulturą, ale On sam postanowił działać w kulturze. Bądź ostrożny, by nie oceniać zbyt szybko, obserwując zewnętrzne przejawy czegoś, czego nie znasz lub nie rozumiesz.
3. Adaptacja kulturowa to twoje osobiste zadanie. Staraj się postępować podobnie jak twoi gospodarze. Sam Jezus stał się podobny ludziom swojego czasu i narodu.
Twoja kultura jest OK. Kultura w twoim nowym kraju też jest OK. Ale to ty musisz się zaadaptować. Ludzie, do których dotrzesz, żyją w swoim własnym kraju i postępują według własnych norm. Będą zupełnie nieświadomi, że mogli Cię obrazić czy zszokować. Są u siebie, a ty jesteś gościem. Musisz mieć dużo cierpliwości i wytrwałości. Bądź dla nich sługą.
4. Zdecyduj, że będziesz cieszyć się swoją nową kulturą. Nie trać poczucia humoru. Naucz się śmiać się z siebie.
5. Przebaczaj. Nie wycofuj się. Ucz się i kochaj ludzi. Zawsze można przeprosić i zacząć od początku.
6. Nie trać wizji, uważaj, by twój horyzont nie stał się wąski. Pamiętaj, po co tu jesteś i dlaczego Bóg Cię tu przysłał.
Jedzenie po Afrykańsku
Moja aklimatyzacyjna wciąż trwa. Wydawać by się mogło, że po rocznym pobycie już nic specjalnie mnie nie zaskoczy, nie będe przeżywała faktu, że samochód potrafi utknąc w korku na kilka dobrych godzin, że wyjście po bułeczki do sklepu to nie podskoczenie do najbliższej budki na rogu, a całkiem niezła eskapada, że mięso i ryż to tu danie królewskie. A jednak od kilku dni nie opuszcza mnie wrażenie, że jestem tu jeszcze większym świeżakiem niż poprzednio... Nie wszystko jest takie łatwe jakby się mogło wydawać, a jednak są wokoło mnie ludzie, którzy sprawiają, że ta nowa-stara rzeczywistość jest duża łatwiejsza do przetrawienia.
A więc jeśli zapytacie mnie co się jada w Ghanie...to klasa średnia, czyli ja, jadam ryż ze stew (gulaszem, czy sosem) zresztą bardzo smaczny, i plantainy z fasolą,potocznie zwane red red przygotowany przez uroczą Faustinaki, wyborne.
Staram się też troszkę jeszcze nieudolnie przemycać, może nie koniecznie polską kuchnie, ale jakieś pomysły a la coś z niczego. Co prawda odkrywam tu po troszku polskie produkty są buraczki, są ziemniaczki, sporo warzyw, jakiś kawał mięsa można również znaleźć w markecie...ale już za kilka dni nie będzie czasu na to by szaleć w kuchni, pewnie wskoczę na market po puszkę sardynek, tudzież tunczyka opakowanie makarony i sos pomidorowy. Jakkolwiek na tą chwilę smakuje Ghany...Bon Apetit!
środa, 6 sierpnia 2014
Ghana I'm back
Po krótkiej przerwie wracam do Ghany :) Przez następne 5 miesięcy będe pracować z dziećmi i kobietami z wioski Duadze w Centralnej Ghanie. Jest to projekt koordynowany przez Caritas Polska, współfinansowany przez MSZ w ramach programu Wolontariat polska pomoc 2014 i realizowany w partnerstwie lokalnego NGO.
Niedokończona historia
Opuściłam Ghanę z początkiem stycznia i słuch po mnie zaginął, przynajmniej na blogu...mnóstwo niedokończonych historii, w których wielokropki ciągną się za mną aż do teraz. Tak wiele się wydarzyło, że trudno jest zacząć od jakiegoś sensownego punktu i kontynuować moją opowieść. Wiem, że wielu z was tu zagląda, a tu wciąż cisza...wstyd mi trochę,ale niestety jestem mistrzem w odkładaniu rzeczy na później. Taka moja bolączka. Z drugiej strony nie wyobrażam sobie by nie opowiedzieć wam tych wszystkich niewiarygodnych splotów okoliczności, przedstawić poznanych ludzi,które doprowadziły do tego, że w przeciągu kilku miesięcy na pustym kawałku ziemi wyrósł nagle budynek, w którym czas na zabawę, naukę i nawiązywanie nowych znajomości znalazła ok. 100 dzieciaków. No i w dwóch słowach opisać jak to się stało, że Obroni (białą dziewczyna)została królową w ghańskiej wiosce.
Przedszkole stało się spełnieniem marzeń wielu osób, ale przede wszystkim mieszkańców wioski Duadze, którzy bardzo go potrzebowali. Matki, które nie mogły doznać spokoju ze względu na pracę jaką wykonywały w której uczestniczyły również dzieci. Dzięki ich wytrwałości i zaangażowaniu mężczyzn, jak również ponad przeciętnej hojności osób z Polski i świata powstało przedszkole. Zatrudnienie w nim znalazło 6 nauczycieli. W trakcie prowadzenia projektu poznałam również królową tej wioski. Nana Felicia to niezwykle przedsiębiorcza kobieta. Zaprzyjaźniłyśmy się, opowiadała mi o planach, jak chciałaby usprawnić funkcjonowanie życia w wiosce. Mieszkańcy głównie trudnią się rolnictwem, żyją również z przetwórstwa oleju palmowego. Potrzebują maszyn by usprawnić funkcjonowanie farm oleju, bo praca to ciężka i mozolna. Widziałam, że bardzo zależy jej na mieszkańcach wioski i tych dzieciakach. Udało nam się oficjalnie otworzyć przedszkole kilka dni po świetach Bożego Narodzenia, towarzyszył temu wielki festyn, spora ilość muzykantów przechodziła przez główna "ulice" wioski robiąc nie małe zamieszanie i przybyła spora ilość zaproszonych gości.
Nie spodziewając się niczego w pewnym momencie zostałam wyrwana z tłumu. Zaczęto mnie nieść na rękach i wykrzykiwano NANA co znaczy królowa.Wioska w akcje uznania za inicjatywę budowy przedszkola postanowiła mnie odznaczyć tytułem i nadać imię królowej rozwoju i opiekunki dzieci. To jedno z najwspanialszych wyróżnień jakiego dostąpiłam i najwspanialsze doświadczenie jakie mi się przytrafiło. Ubrano mnie w specjalnie przygotowane na ten dzień szaty, spotkałam się z radą wioski, przecięłam oficjalnie wstęgę, radości nie było końca.... z wielkim smutkiem zostawialam dzieciaki. One nie bardzo wiedzialy co sie dzieje, ja wierzylam ze moze za jakis czas uda nam sie znowu spotkac,w koncu jedna z odpowiedzialnosci krolowej jest roszczyc sie i opiekowac o dzieciaki...
I tu rozpoczyna sie nowy rozdzial mojej historii...Ghana I’m back (jestem z powrotem)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Nie ma świąt bez harmattanu
Obiecałam post o świątecznej niespodziance w naszym przedszkolu, mimo, że już zanurzamy się w Nowym Roku i zapominamy o świątecznych smaczk...
-
" Dziecko jest pergaminem szczelnie zapisanym drobnymi hieroglifami, których część tylko zdołasz odczytać, a niektóre potrafisz wytrzeć...
-
Mała Afrykanerka. Siedząc w zadaszonym kościele przy odrobienie cienia, odwróciła się do mnie piękna dziewczynka i zap...
-
Obiecałam post o świątecznej niespodziance w naszym przedszkolu, mimo, że już zanurzamy się w Nowym Roku i zapominamy o świątecznych smaczk...





















